W zdrowym ciele zdrowy duch

W zdrowym ciele zdrowy duch

Ekonomia

Po co komu pieniądze, gdy nie jest w stanie je wydawać? Lub inaczej – wydaje ciężko zarobione pieniądze na poprawę swojego zdrowia, które stracił je zarabiając. Kwadratura koła, prawda? Ale takich właśnie ludzi jest mnóstwo.

Lenistwo

Najpierw zaharowujesz się jak wół, a później lecisz do lekarza, aby dał Ci złoty środek. Lekarz przypisuje zazwyczaj jakiś medykament, więc lądujesz w aptece i wydajesz od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych … za pierwszym podejściem. Zazwyczaj jest też drugie i znowu pieniądze płynął z Twojego portfela zasilając rachunki firm farmaceutycznych. A Ty? Cóż; jak czujesz się lepiej, to znowu wracasz do pracy, i jeszcze bardziej przeciążasz swój organizm, ponieważ musisz (?) nadrobić zaległości.

Tabletka jest jedynie rozwiązaniem tymczasowym – bardzo tymczasowym.

Zdrowie to proces

Dokładnie to zdrowie jest wynikiem długotrwałego procesu. Dokładnie to na ów proces składa się wiele różnych czynności, zachowań, nawyków, ograniczeń, wysiłków …

Lepiej zapobiegać, niż leczyć

Konkrety

Podzielę się z Tobą moją praktyką – moim doświadczeniem a propos procesu zapobiegania chorobom lub inaczej pisząc – doświadczeniem w utrzymywaniu zdrowia.

Śniadanie

Podobno najważniejszy posiłek dnia

Pieczywo

Chleb ciemny, ponieważ z mąki żytniej. Pomimo, iż nie jestem uczulony na gluten, to pszenne pieczywo dostarcza glutenu, który moje ciało raczej kiepsko znosi. Fantastycznie byłoby żreć wypieki orkiszowe. Jest z tym jednak duży problem. Chleb, zwany orkiszowym, zawiera jedynie 30% mąki orkiszowej. Tak jest również z bułkami i innymi śniadaniogodnymi produktami. Nawet ten, co go zwą „100% orkisz” posiada może 70% orkiszu, a resztę taniej mąki pszennej lub innych wypełniających gówien. I za takie coś piekarnie żądają kosmicznych cen. Znalazłem więc chleb 100% żytni, z którym mój organizm o wiele lepiej sobie radzi, niż z pszennym. W dodatku jest obsiany w środku ziarenkami słoneczniku, który dodatkowo zapewnia kilka ważnych minerałów, białko i witaminy. Jest b. kaloryczny i być może dlatego wystarczają mi jedynie 2 kromki.

Zresztą chleb jest ciężki/nabity. Zawsze możesz porównać biorąc kromkę takiego chleba i zwykłego pszennego i je ściskając w garści. Z tego pszennego można zrobić kuleczkę. Już nie mówię o tych gównach, co sprzedają markety. Tam z całego bochenka można zrobić kuleczkę.

W sumie to mógłbym zjeść 3 lub 4 kromki – bez żadnego wysiłku. Ale … o tym będzie nieco niżej.

Dodatki na chleb

Do smarowania używam masła – wyłącznie! Żadnej margaryny i innych cudów. Masło osełkowe 82% tłuszczu, smarowane cienką warstwą.

Do tego zazwyczaj miód. Choć nieraz jest dżem – własnej roboty ze śliwek, gruszek, jabłek lub tym podobnych. Co do miodu, to kupujemy bezpośrednio ze sprawdzonej pasieki. Stosujemy różne miody: lipowy, jasny lipa z bławatkiem, akacjowy (ten raczej do herbaty bo jest płynny), ciemny gryczany, ze spadzi iglastej lub nieraz liściastej i również jasny rzepakowy. Najlepiej smakuje ten spadziowy – i jest też najdroższy – ale co ciekawe, to ludzie go nie kupują, ponieważ ma zielony kolor! Lubię kremowe – tzn. konsystencja miodu jest gęsta, ale nie ma grudek. Jak jest nieraz to i wrzosowy – taki galaretkowaty. Też drogi, ale to bardziej, aby coś innego sobie przełknąć, niż na zasadzie, że ten to jest super zdrowy. Po prostu miody są zdrowe – a przynajmniej tak twierdzą. Ja wychodzę z założenia, że człowiek jadł je tysiące lat temu i skoro wszystko było ok, to teraz będzie ok, a nawet lepiej, bo jest to całkowicie naturalne pożywienie. Skoro już przy miodach jesteśmy, to powiem Ci, że przy okazji odwiedzin sklepu z miodami, zaopatrujemy się też w propolis. Jest to kit pszczeli, którym pszczoły wyściełają ul. Dlaczego? Ano żeby pozbyć się drobnoustrojów, grzybów i takich tam niepotrzebnych cholerstw. Przyjmuje się go w postaci kilku kropli na łyżeczkę cukru. Wpierw trzeba go jednak rozrobić – zalać 70% spirytusem. Leczy rany, odparzenia itd. Poczytaj sobie w necie. Dla ciekawości powiem, że ostatnio wnuczce mojego znajomego „ktoś mądry” przypisał właśnie propolis, ponieważ była strasznie zagrzybiona i zwykłymi środkami chemicznymi – lekami – nic nie można było zdziałać.

Ser biały – to idzie na górę kanapki. Ale ser uwielbiam z własnego wyrobu – tzn. nie ze sklepu. Nie, no krowy też nie mam, ale do miasta, na targ przyjeżdżają ludzie ze wsi, którzy sprzedają produkty wytworzone z naturalnego mleka krowiego. Z tym też należy uważać, bo różnie można trafić. Ale jak już się przekonasz do takiego sprzedawcy (czysty, schludny) to i ser będzie Ci smakował wyśmienicie. Dlaczego akurat twaróg? Ponieważ fajnie komponuje się smakowo z miodem 🙂

Coś do popijania

Do picia do śniadania przygotowuję sobie kakao. Oczywiście na mleku – ale tym z kartonika i średnio-tłustym (2%). Kakao kupujemy te dobre, czyli co ma jedynie kakao, zamiast substancji podobnych i wszystkiego naokoło. Moje akurat jest również o obniżonej zawartości tłuszczu i jest b.ciemne, pachnące, sypkie.

Do kakao wsypuję czubatą łyżeczkę ostropestu plamistego. To ziarenka takiego chwastu – dość pospolitego. Ponieważ wykazano mi, że mam jakieś tam „problemy” z wątrobą, to od tego czasu wcinam ostropest. Po co? Głównie dla sylimaryny, która odradza komórki Pani VonTroby.

Dość często, do chleba piję/jem zsiadłe mleko. Takie od krowy, bo te z kartonika zepsuje się zanim zsiądzie. Skąd takie mleko? Tu też mam zaufaną panią, która raz w tygodniu jest w mieście i sprzedaje przy okazji swoje produkty od mućki. Mleka kupuję 1,5l, co mi starcza na ok 5 szklanek i 5 dni. Zsiada po 2-3 dniach, w zależności od temperatury otoczenia. Poczytaj sobie o kwaśnym mleku. Zresztą o każdym produkcie, o którym piszę, bowiem nie będę się rozpisywał długo nad jego właściwościami.

Po takim śniadaniu mam wystarczająco dużo siły, aby dotrzymać do obiadu – serio! I to nieraz pracując fizycznie. Dlaczego pracuję fizycznie? Bo chcę – taki mój wybór. Mógłbym zatrudnić fachowca od skrobania drzwi, malowania, czy koszenia trawy, ale wolę to zrobić samodzielnie, ponieważ … ruch to zdrowie! A przy okazji robię coś pożytecznego i oszczędzam gotówkę.

Po takim śniadaniu również żadne zaparcia mi nie straszne 🙂 Zresztą nasz system pokarmowy z tej drugiej strony – czyli nasze własne szambo – jest dość istotny w procesie utrzymania zdrowia. Tutaj każde złogi mogą przerodzić się z czasem w straszne choroby z rakiem włącznie. Ostatnio nawet miałem skierowanie na kolonoskopię i gastroskopię. Tak – przyatakowali mnie z obydwu stron. Ale wyniki są super!

A propos picia, to piję dużo. Czego? Zwłaszcza wody i soków. Wodę piję rano – na czczo. Mieszam w niej najczęściej witaminę C. Kupiłem, za niewielkie pieniądze, taki biały proszek o nazwie „kwas L-askorbinowy” – witamina C lewoskrętna. Dorzucam go też na dno kubka, którego zalewam sokiem, czy kompotem.

Alkohol również jest w mojej diecie. Mocniejszy to zazwyczaj nalewki na bazie czarnego bzu, aronii, mniszka lekarskiego, czy mięty z pokrzywą. Wino pijam raczej b.rzadko, częściej piwo. Nie piję codziennie – jak kiedyś (hehehe). I nie pamiętam, kiedy byłem tak narąbany, aby nic nie pamiętać? Po prostu szkoda mi czasu na walkę z kacem. Wolę pojeździć rowerem.

Nie uznaję żadnych napojów gazowanych (prócz wody mineralnej) – czyli tych wszystkich kolorowych świństw. Nie pijam tego w ogóle!! Pisząc „sok” mam na myśli sok z kartonika i najlepiej 100% z wyciskanych owoców, zamiast z ekstraktu.

Skoro już jesteśmy w temacie picia, to powiem, iż zainwestowaliśmy jakiś czas temu w wyciskarkę soku. Nie w sokowirówkę, którą oddaliśmy teściowej, ale w wolnobiegową wyciskarkę ślimakową. Sok można robić praktycznie ze wszystkiego, co ma jakiś potencjalnie wartościowy materiał. Ja zazwyczaj robię mieszankę jabłek z marchewkami. Dorzucam ostatnio też z 2-3 buraki – to na obniżenie ciśnienia. Można dodać rzodkiewkę, kapustę (lub takie coś zdrowe podobne do kapusty – jarmuż) lub inne warzywa i zmieszać je z owocami. Wyciskarka wyciska sok z całych lub krojonych np. jabłek, które wrzucam tak jak są – tylko umyte! Czyli praktycznie nic się nie marnuje – chodzi o np. skórkę, pod którą czają się witaminy. Ogryzek też się wyciśnie. Sok trzymany w lodówce ma użyteczność 2 dni. Później … a później to sobie można z niego zrobić zacier. Polecam raczej twarde owoce, bez drobnych pesteczek (jak jagody-blokują urządzenie) i soczyste (niepoobijane-wychodzi papka). Do smaku oraz koloru wrzucam nieraz kiwi, cytrynę czy pomarańcze. Jednak jak jest burak, to i tak wszystko będzie czerwone.

Truję się chyba jedynie kawą. Tak – wypijam 1 z ekspresu i z dużą ilością spienionego mleka. Czemu? Bo jest dobra – tzn. smakuje mi i tyle. Przecież nie będę żarł tylko trawy. Ale zawszę górę piany z mleka posypuję cynamonem. Jest to jeden z najsilniejszych antyoksydantów. Więc trochę się niszczę, ale i też trochę odbudowuję, za jednym zamachem.

Cukier

Staram się ograniczać do maksimum ten narkotyk. Co prawda wciągnę nieraz kilka okienek z tabliczki czekolady lub zeżrę jakiegoś czekoladowego cukierka. Ale nie słodzę herbaty, ani kawy. A tym bardziej nie dosładzam kompotów czy soku.

Cukier stanowi pożywkę dla grzybów w naszym organiźmie. Ja akurat mam z tym problem, więc nie zaostrzam go. Grzyby po prostu są w nas i tyle. Ale jak się to cholerstwo zacznie rozprzestrzeniać to mogą wystąpić straszne powikłania. Dobrym przykładem może być obserwacja zachowania dzieci, które jedzą dużo słodyczy i tych, które jedzą stosunkowo mało. Zresztą poczytaj sobie o tym.

Żona słodzi, ale kupuje naturalne słodziki, jak ksylitol czy inne tym podobne naturalne substancje słodzące. Stevię używała, ale nie smakuje.

A propos cukru to np. zamiast cukrzonych produktów, kupujemy suszone jabłka w plasterkach. Smakują wyśmienicie i fantastycznie zastępują cukierki czy ciasteczka, a nawet chipsy. Tylko te w marketach kosztują straszne pieniądze. My kupujemy na straganie, gdzie cena za spory woreczek jest kilkukrotnie niższa, niż w zwykłym sklepie, smakują lepiej (sprzedawczyni sama je robi) a tym samym wspomagamy polską, a dokładniej to lokalną gospodarkę 🙂

Nieraz kupuję suszone owoce, jak np. daktyle czy rodzynki. Fajnie się je je od razu lub jako dodatek do płatków. A propos płatków, to zalewam mlekiem płatki z marketu (ale wybieram takie z najmiejszą ilością cukru), ale też dodaję np. amarantus czy kaszę jaglaną (taka specjalnie prażona).

Sól

Ponieważ od 3 miesięcy wykryto u mnie możliwość występowania nadciśnienia, zrezygnowałem z jakiegokolwiek dosalania potraw. Zamiast soli stosuję pieprz lub inne przyprawy. Sól zwęża naczynia krwionośne, powodując wzrost ciśnienia. Uważaj na to! Zacząłem również wymuszać na sobie więcej ruchu. Nie siłownia, czy bieganie, ale rower, czy chodzenie – długie spacery szybkim krokiem. To wpływa na obniżenie ciśnienia.

Zioła

Od kilku lat przyjmuję w postaci nalewek 🙂 Ale ostatnio robimy herbaty/napary z czystka, który odtruwa organizm i niszczy bakterie i wirusy (podobno). Podobno też boją się go kleszcze. Piję wywar z głogu i nostrzyka żółtego – głównie na naturalne zbicie ciśnienia krwi. Oczywiście robimy herbaty z mięty, do której dodaję kilka liści pokrzywy. Gdy boli gardło to piję rumianek. Ostatnio też wyczytałem (dokładnie to wysłuchałem na youtube) o nawłoci. To jest takie żółte (kwiaty) coś, co rośnie tak do pasa i zarasta mi działkę latem i walczę z tym już ładnych kilka lat 🙂 Przynajmniej walczyłem, bo teraz to jest cacy roślinka, ponieważ jest panaceum na nerki. Więc też będzie lądować zamiast na ziemi, ścięta nożami (bo w kosie żyłki pękają), w czajniczku. Oczywiście herbata czarna też występuje.

Babkę oraz skrzyp polny też nieraz dodaję do zebranej mięty i pokrzywy (górnych części) i zalewam spirytusem. Po 2-3 tygodniach w słoiku ciecz przyjmuje niesamowitego zielonego koloru. Rozcieńczam wodą z cukrem (może być miód zamiast cukru), dodaję cytrynę i … gotowe.

A propos ziół, to wiedz, że są bardzo tanie i każdy może sobie albo je nazrywać samodzielnie, albo zakupić. Przynajmniej są kilkaset razy tańsze, niż lekarstwa i pomagają, zamiast pustoszyć organizm. Więc zachęcam Cię do używania ziół. To jest część procesu profilaktyki. Dostarczając swojemu ciału potrzebnych elementów nie będziesz chorował albo zwielokrotnisz swoją tarczę – swój system odpornościowy.

Czy ja choruję? Tak – zdarza mi się. Ale moja choroba przebiega dość łagodnie w porównaniu z innymi osobami, które nie stosują właściwej diety. Zauważyłem, iż jestem też o wiele bardziej odporny na różne infekcje, czy wirusy.

Czy mam właściwą dietę? Nie powiem Ci tego. Po prostu stosuję różne naturalne elementy i raczej na logikę niż na przestrzeganie jakiejś specjalnej diety cud. Moja dieta jest na pewno różnorodna i wypełniona tym, co mam w zasięgu ręki, a czego inni nie wykorzystują z lenistwa, czy niewiedzy i … cierpią.

Naturalny antybiotyk

Od pewnego czasu robię taką zalewkę: do słoika wrzucam poćwiartowany czosnek, ostre papryczki chili, kurkumę, posiekaną cebulę, starty imbir i, jak nie zapomnę, to starte goździki i chrzan. To wszystko zalewam octem jabłkowym i odstawiam na bok trzęsąc słojem raz dziennie. Po tygodniu mój antybiotyk jest gotowy do spożycia. Raczej sobie o nim przypominam, jak się źle poczuję, ale lepiej późno, niż wcale. Walę po pół mniejszego kieliszka z 2-3 razy dziennie. Uważaj, bo to cholerstwo ma straszną moc – pali gardło jak czysty spir. Ale stawia na nogi bez leków na grypę.

Obżarstwo

Łakomstwo jest jedną z czynności, która doprowadza do zaburzeń w organiźmie. Pomimo, iż przyjmowanie jedzenia jest normalne, to nadmierna jego ilość jest druzgocąca. Wcześniej wspominałem o tym, że mi wystarczą 2 kromki chleba z miodem na śniadanie. Jakiś czas temu po prostu przestałem się obżerać. Efektem czego było zrzucenie kilku kg masy ciała – kilku niepotrzebnych kilogramów! Dokładnie to ok 8. Głównie przez to, że przestałem żreć wszystko z dokładkami włącznie! Pyszne – super, ale wystarczy Ci 1 talerz. Na początku jest to walka z samym sobą – z chęcią zaspokojenia sztucznego pragnienia. Zminimalizowałem więc ilość przyjmowanych posiłków. Co mi to dało? Moja waga spadła, ale czuję się świetnie. Wydajemy mniej na żarcie, co również cieszy. O wiele mniej kupujemy, więc mniej rzeczy się marnuje. A ja nadal żyję i mam się dobrze, a nawet lepiej.

Obiady raczej żona przygotowuje. Takie domowe coś, ale wiemy przynajmniej, co jemy, na czym smażymy itd.  Jak jest coś mącznego, to robi z tej wartościowej mąki (orkisz, lub inna nie zmiażdżona na amen). Do obiadu jakaś surówka. Zazwyczaj są to buraczki czerwone lub jakaś kapusta, czy fasolka. Ja lubię kwaszoną kapuchę – razem z wodą po niej! Tak samo jak ogórki małosolne – ale to w sezonie. W każdym razie zawsze jakiś dodatek jest; a dokładniej to kartofle czy kawałek kurczaka stanowi dodatek do tej surówki. Zupy – też i owszem. Jakie? Standardowe, ale przygotowywane przez nas. Nic z torebki!! A czym doprawiamy? Różnie, ale raczej nie kupujemy gotowych mieszanek, tylko wykorzystujemy pieprz, paprykę itp. i sami je mieszamy.

W czasie obiadu lub zaraz po, zażywam witaminę K2 i D3. Obiad popijam dużą ilością płynów. A tak na marginesie, to to, że czujesz głód, możesz zgasić pijąc kubek wody np. wzbogacony witaminą C, co by nie marnować okazji.

Alternatywne metody na zdrowy stan ducha i ciała

Oczyszczanie

Jest wiele metod na oczyszczanie organizmu z różnych gówien. Ja, póki co, sprawdziłem jeden z nich, na oczyszczanie wątroby a dokładnie chodzi o przewody żółciowe. W skrócie: jesz do 14tej, potem 2 razy pijesz gorzką sól (straszne cholerstwo), potem przyjmujesz wyciśnięty sok z gapefruitów wymieszany z oliwą i się kładziesz płasko na 20 min. Po czym lecisz do kibla i … prawdopodobnie zostajesz tam na kilka dłuższych chwil występujących po sobie. Z rańca trzaskach jeszcze 2 razy gorzką sól i … znowu wita Cię WC. Ale podobno sporo z Ciebie schodzi, szczególnie właśnie złogów na woreczku żółciowym. Piszę podobno, ponieważ nie mam w zwyczaju patrzeć na to, co wydalam. Na ten zabieg jest recepta – tzn. musisz ściśle przestrzegać godzin zażywania napojów. Poczytaj se w necie.

Muzyka

Ja akurat słucham solfeggio. Są to dźwięki – częstotliwości solfeżowe. Niby dzięki nim można uzdrowić różne części ciała lub nawet cały kod DNA. Po prostu słucham tego przed zaśnięciem i jest OK. Może pomóc, nie szkodząc – i to jest dla mnie ważne. Inną muzę też oczywiście słucham … głównie w radiu.

Gimnastyka

Tu cholera kuleję. Nie – nie wybieram się na zawody, ale gimnastyka jest potrzebna Tobie też w innym celu, niż zachowanie ładnej figury. Mianowicie dzięki niej rusza się układ limfatyczny. Niestety nie ma on pompki, jak np. układ krwionośny i działa jedynie dzięki skurczom mięśni. Odpowiada za ochronę organizmu. Poczytaj sobie o tym.

Albo nawet obejrzyj filmik, co będzie chyba lepszym doznaniem i bardziej pociesznym (to przez ten język).

Higiena

Higiena jamy ustnej jest bardzo ważna. W ogóle higiena jest super ważna w prowadzeniu zdrowego trybu życia. Kły myję rano i po każdym posiłku. Jak jeszcze kilka late temu pracowałem na etacie, to mycie zębów po lunch’u wzbudzało niemałe widowisko wśród współpracowników. Hmmm Mama mnie też nauczyła – nabyłem nawyku – mycia rąk po każdym powrocie do domu. A wracając do uzębienia, to kupujemy taką zieloną pastę na naturalnych składnikach produkcji ukraińskiej. Jest dość droga, bo tubka kosztuje ok 40 zł, ale na 1 użycie wystarcza jak użyjesz tyle, co ziarenko małego groszku. Skoro mowa o higienie to również codzienna zmiana bielizny w to wchodzi, czy też wietrzenie pościeli lub również jej zmiana co jakiś czas, zamiast raz na pół roku. Być może to oczywiste, ale jednak napotykam takich, którym jest to jednak obce – szczególnie prysznic, czy zmiana tej bielizny. Cóż. Aaaa – zrezygnowałem też z antyperspirantu. No może nie do końca, ale jak nie muszę, to nie korzystam. Wiedz, iż z higieną ma on mało wspólnego. Więcej z rakiem.


10 lipca 2017 – od kilku miesięcy zaszły poważniejsze zmiany (na dobre) w mojej diecie. Postaram się je kiedyś opisać 🙂

A teraz polub stronę na FB i oczekuj kolejnych odcinków odnośnie ekonomii, zdrowia, życia i tym podobnych, ważnych rzeczy. A jak chcesz, to podziel się w komentarzu czymś zdrowym.Blog o sukcesie

Dodaj komentarz