Oceniać zaangażowanie, czy wyniki

Oceniać zaangażowanie, czy wyniki

Starzy znajomi – nowe tematy

W ostatnim czasie brałem udział w niecodziennej imprezie. Zostałem zaproszony na 70-lecie swojej szkoły – I LO w Gorzowie Wlkp. Spotkałem się z koleżankami i kolegami z ławek szkolnych.

Po kilku drinkach mój kolega zaczął ciekawą dyskusję. Ma syna – 11 lat – który dostał złą ocenę z plastyki. W odpowiedzi „dlaczego?” powiedział, „Bo się pani nie podobała praca„. Ciekawe, prawda? Jak oceniać, i komu oceniać talent? Być może, gdy nauczyciel kończył studia plastyczne, zna różne metody malowania obrazów, czy tworzenia rzeźb i, najważniejsze, sam wykonuje prace, a nie tylko uczy, to moim zdaniem można zaufać takiemu komuś i nazwać go fachowcem w swojej dziedzinie. Aczkolwiek zapewne znasz historie różnych „pseudoartystów”, których świat docenił dopiero po śmierci i okrzyknął ich geniuszami. No właśnie 🙂

Kolega jest zdania, że nauczyciel powinien oceniać zaangażowanie, a nie efekt końcowy, który jest jedynie oceną danego nauczyciela, na dodatek oceną subiektywną. Ciężko było się z tym nie zgodzić. Sam pamiętam, jak nasz wspólny kolega w II klasie zrobił kropkę długopisem na środku czystej kartki i powiedział, że jest to jego wizja kosmosu. Dostał pałę, co zresztą nikogo z nas nie zdziwiło.

Wkład pracy, a nie skutek

Ale ten mój kolega jest zdania, że za plastykę, jak i W-F, nie powinno wystawiać się ocen, a jedynie nagradzać zaangażowanie. No i tu już pojechał po bandzie.

Zapytałem się go, czy to znaczy, że uczeń w ogóle podejdzie do skoku, i za to ma dostać ocenę pozytywną? Tak – odpowiedział – nie jest istotne ile skoczy w dal, ale że w ogóle skoczy.

Zatkało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć? Napiłem się więc wody rozmownej i mój kontekst się nieco rozszerzył. Czym jest szkoła? Jakie jest jej zadanie? Oboje zgodziliśmy się, że szkoła przygotowuje do życia. W przedszkolu człowiek uczy się ubierać, jeść samodzielnie, wiązać sznurówki, poznaje zasady dobrego wychowania. W szkole uczy się pisać i liczyć, poznaje relacje międzyludzkie, doświadcza obowiązków i wywiązywania się z nich, oraz uczy się odpowiedzialności, rozróżniać prawdę od kłamstwa itd. Studia przygotowują do wykonywania zawodu – niestety.

W każdym razie nie wyobrażam sobie, aby w szkole dziecko dostawało dobrą ocenę tylko dlatego, że jest – że przyszło na lekcje lub że się starało. Dlaczego? Ponieważ świat jest okrutny. Znaczy to tyle, że jak dzieci przyzwyczaić do nagród wyłącznie za włożony wkład, to później – po studiach – mogą być strasznie zawiedzione, że życie, do którego przywykli okazuje się złudną mrzonką.

Rynek decyduje o życiu lub śmierci

Nikt nie da Ci pieniędzy tylko dlatego, że starasz się coś zrobić. Otwierasz firmę usług księgowych. To nie wystarczy. Aby mieć przychody, musisz mieć klientów. Aby ich zdobyć, musisz walczyć o nich na rynku. Wygrywa lepszy. Jak w dżungli. Słabszy staje się ofiarą. Nie wystarczy, że znasz się teoretycznie na księgowości – musisz się sprzedać. Ale tego nasze szkoły nie uczą. Być może dlatego 9 na 10 firm upada w I roku istnienia.

Możesz iść do pracy etatowej. Ale jak jesteś prawnikiem i starasz się komuś pomóc, a ta osoba trafia za kratki … staranie nie pomaga. Jeżeli stomatolog starałby się naprawić ząb, a on by wypadł lub dalej żarła go próchnica – wszyscy będą omijać taki gabinet.

Musisz mieć dobre wyniki

Samo staranie się jest dobre, ale to za wynik będziesz nagradzany.

Przypomniała mi się historia sprzed 15 lat, ale historia prawdziwa:

Mój kolega był tzw. account managerem w BRE Banku, gdzie razem pracowaliśmy. On zajmował się dużymi przedsiębiorstwami. Obiecał jednemu klientowi kredyt obrotowy, ale w toku sprawdzania sprawozdań przez dział kredytów – wniosek upadł. Pojechał więc do klienta ze smutną informacją. Powiedział, że nie wyszło, że zrobił wszystko, co było możliwe, że się starał. Klient – właściciel firmy – rzekł tak:

Panie Robercie, pewien gość chciał sobie tylko piernąć  … a się zesrał.

Te kilka słów uświadomiło wielu osobom, którym kolega opowiedział tę historię, że tak naprawdę liczy się wyłącznie wynik. Możesz stawać na głowie, ale zapłacą Ci dopiero wtedy, gdy uzyskasz pożądany efekt.

Jeżeli nauczysz (przyzwyczaisz) młodą osobę do otrzymywania nagród za samo staranie – cóż … może dostać od życia ogromny garnek zimnej wody, co schłodzi jej entuzjazm na tyle, że zamknie się w sobie, pójdzie do pośredniaka i będzie klepać biedę, ponieważ wmówi sobie, że jest życiowym nieudacznikiem.

Historia z przedszkola

Moja młodsza córka zrobiła na konkurs stworka z warzyw. Wzięła marchewkę, powbijała wykałaczki, na których umieściła rzodkiewki. Panocek miał włosy z zielonej części marchwi, ręce i nogi z rzodkiewek, oczy z goździków.

Jej praca nawet nie została oceniona. Dlaczego? Ponieważ wszyscy zachwyceni byli karetą wykonaną z dyni, wraz z zaprzęgniętymi ziemniakami, wielkim dinozaurem z dużego kabaczka oraz sową z czegoś tam jeszcze. Co najśmieszniejsze to 2 prace, które zajęły najwyższe rankingi w ocenach, zostały przyniesione przez rodziców dzieci trzyletnich. Po prostu rodzice wykonali kawał dobrej roboty; a konkurs był dla dzieci. Konkurs miał obudzić wyobraźnię … dzieci. Zachęcić dzieci do działania. My byliśmy dumni z naszej małej, ponieważ sama wykonała pracę od początku do końca. Nauczyła się przy tym wielu rzeczy – np. że goździk  to również przyprawa 🙂

Jest to początek historii pt. „Jak rodzice mogą spieprzyć życie swoim dzieciom?”

A teraz
  1. Zapisz się na listę aby otrzymywać najnowsze artykuły z dziedziny samorozwoju i edukacji:”

    Oczekuj również kolejnych wpisów.
  2. Dołącz do prawie tysiąca innych osób i polub stronę na FaceBooku.FaceBook

 

Dodaj komentarz