Jak zarabia bank

Jak zarabia bank

Pieniądz cząstkowy

Dziś jest szczególny artykuł, rzekłbym: bardzo magiczny. Dlaczego? Ponieważ opowiada o pieniądzu cząstkowym – czyli czwartej, ostatniej, formie pieniądza. Ten artykuł jest kontynuacją serii, która ma na celu ukazanie prawdziwego oblicza systemu bankowego i tego, co robi z gospodarką.

Wprowadzenie

Tworząc tę serię filmów, moim zamysłem było edukowanie ludzi, zamiast głoszenia kazań, czy dawania wykładów. Dlaczego? Ponieważ tylko zrozumienie jest w stanie przejąć całkowitą kontrolę nad czynami. Od wielu już lat powtarzam, iż najlepszym pytaniem na świecie jest pytanie „Dlaczego?”. Zazwyczaj odkrywając prawdę, musimy zadać je kilkukrotnie. Umysł pytającego musi pozostawać otwarty na wszelkie odpowiedzi; rozum zaś musi oddzielić realność od fikcji. Jednak istnieje bardzo cienka granica między światem urojeń a rzeczywistością, w której żyć nam dano. Tylko umysł bez żadnych ograniczeń może dotrzeć tam, gdzie kryje się prawda; ale również tylko umysł bez żadnych ograniczeń może stworzyć świat iluzji.

Edukację czas zacząć

Jeżeli nie znasz historii, jesteś skazany na popełnianie jej błędów.

Dlatego, w ramach edukacji finansowej, cofnijmy się o wiele wieków … wstecz.

Stary kontynent – Europa. Złotnicy, którzy mieli najlepiej strzeżone skarbce, zaczęli przechowywać metale szlachetne, jak złoto, czy srebro, należące do kupców, którzy byli ich klientami. Taką potrzebę wystosował sam rynek, gdy kupcom bardziej opłacało się zdeponować swoje majątki u złotników, zamiast budować potężne i chronione skarbce. Złotnicy wydawali kupcom pokwitowania na zdeponowane kosztowności.

Jednak poza złotnikami, działała inna klasa kupców – zwanych faktorami. Faktorzy zajmowali się pożyczaniem monet za wynagrodzeniem. Owo wynagrodzenie stanowiło odsetek pożyczonych monet, który pożyczkobiorcy spłacali w danym czasie. Faktorzy ponosili ryzyko niewypłacalności pożyczkobiorcy.

Chciwość – od tego się wszystko zaczęło

Złotnicy, którzy otrzymywali już swoją dolę za przechowywanie monet kupców, doszli do wniosku, że ich zarobki mogłyby znacznie wzrosnąć, gdyby zajęli się również … pożyczaniem pieniędzy. W przeciwieństwie jednak do faktorów, złotnicy mieli na myśli pożyczanie cudzych monet!!

Skąd w ogóle wziął się taki pomysł?

Doświadczenie złotników nauczyło ich, że depozytariusze niezwykle rzadko stawiali się wszyscy naraz po odbiór swoich monet. W rzeczywistości wypłaty kupców z sejfów złotników sporadycznie przekraczały dziesięć, czy piętnaście procent wszystkich zgromadzonych przez złotnika zapasów. Reszta monet bezczynnie leżała obrastając kurzem. Wydawało się zatem całkowicie bezpieczne pożyczać 80% czy nawet 85% wszystkich depozytów.

I tak złotnik, z magazyniera, stał się pośrednikiem kredytowym. Należy również powiedzieć, iż wszystkie zyski z odsetek od udzielonych kredytów były w tajemnicy zgarniane wyłącznie przez złotników. Ludzie naiwnie myśleli, że tak jak faktorzy, złotnicy pożyczają swoje własne monety. Dopiero po wielu latach, po tym jak depozytariusze zaczęli się oburzać i domagać swojej części, złotnicy – teraz już bankierzy – zaczęli dzielić się z nimi drobną częścią olbrzymich zysków.

Mam nadzieję, że do tej pory jest wszystko zrozumiałe i raczej proste, prawda? To dobrze, ponieważ zaczynamy zagłębiać się w ten temat.

Czy złotnik mógł pożyczyć cudze monety?

Pomijając fakt, czy depozytariusze dostawali udział w zyskach, czy nie, należy zastanowić się, czy monety znajdujące się w skarbcach były w ogóle dostępne na cele pożyczek?

Mamy tu do czynienia z problemem uczciwości zawierania umów. Dlaczego? Ponieważ bankier pożyczając cudze pieniądze, automatycznie stawiał się w położeniu, w którym nie miał wystarczająco dużo monet, aby pokryć nimi zobowiązania, co do wszystkich depozytariuszy. I tak nowe umowy z depozytariuszami zawierane były przy pełnej świadomości tego, że w określonych okolicznościach zostaną zerwane.

Jakie to okoliczności? Takie, gdy w jednym konkretnym dniu stawiliby się wszyscy depozytariusze z prośbą o wydanie im ich pieniędzy.

Mała dygresja: w dniu dzisiejszym każdy bank można rozłożyć na łopatki, gdy w 1 dniu zgłosi się połowa depozytariuszy – a być może i znacznie, znacznie mniej. Nazwane to zostało runem na bank. „Run” – od angielskiego słowa „biec”. Co się dzieje, gdy grozi run depozytariuszy na konkretny bank? Ów bank zostaje … zamknięty do odwołania. W międzyczasie inny bank przejmuje jego aktywa i uspokaja opinię publiczną, mówiąc, że ich depozyty są całkowicie bezpieczne. Zdarzało się to już kilkukrotnie w Polsce. Ostatnio na Cyprze i w Grecji 🙂 Co robi większość ludzi? Nic – odchodzi do domu zadowolona z obietnic, pozostawiając swoje pieniądze na kontach banku.

Bankierzy nigdy się nie fatygują, aby wytłumaczyć ludowi, dlaczego w banku nie ma ich pieniędzy? Ludzie są przekonani, że jeżeli wyrażą zgodę na zaprzęgnięcie swoich depozytów do pracy, to wspomogą gospodarkę i jeszcze coś zarobią.

Być może nie widzisz w tym nic dziwnego. W końcu zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami o gospodarce, każdy polityk mówi o dobrze narodu, w szkołach już od min. kilkudziesięciu lat uczą, że system bankowy przyczynia się do wzrostu gospodarki, itd.

Na zwykłego Kowalskiego opada kurtyna, dzięki której ów Kowalski widzi teatr, ale nie może dostrzec mechanizmu, dzięki któremu ten teatr żyje.

Wstęp do przebudzenia

Wyobraź sobie wykwintną restaurację, w której wnętrzu znajduje się stół do gry w pokera. W każdy piątek o godz. 18:00 spotyka się tam 5 mafiosów, aby w towarzystwie obgadać, przy kartach, interesy. Właścicielem restauracji jest ceniony przez mafię księgowy, który czuwa również nad bezpieczeństwem gości. Księgowy odgrywa również rolę bankiera. Każdy z mafiosów wręczył przy wejściu bankierowi po 200 tys USD. W zamian każdy otrzymał po 40 żetonów z nominałem 5 tys USD. Jeżeli ktokolwiek wstanie od stołu i będzie miał przy sobie jakikolwiek żeton, otrzyma z powrotem przy kasie 5 tys USD za każdy żeton. Gra toczy się zazwyczaj do wczesnych godzin rannych.

Wyobraź sobie teraz sytuację, gdy o godz. 20:00 przychodzi szwagier księgowego, lecz nie po to by zagrać w pokera, ale pożyczyć pieniądze na nocną transakcję. Pięciu mafiosów wyłożyło po 200 tys USD, czyli w kasie znajduje się 1 mln USD, co doskonale odpowiada potrzebom szwagra naszego bankiera.

Czy możesz sobie wyobrazić, do czego by doszło, gdyby bankier (tu księgowy) zdecydował się pożyczyć te bezczynnie leżące pieniądze swojemu szwagrowi? … Zapewne księgowy straciłby głowę, jego szwagier również, a kasjer przy okazji.

Teraz pomijamy tu rzecz, czy któryś mafioso by się zorientował, czy też nie. Wiedz, że ani właściciel restauracji, ani żaden z graczy, ani tym bardziej szwagier właściciela restauracji, nie ma prawa pożyczać dolarów złożonych w depozycie, ponieważ czekają one do czasu sfinalizowania transakcji między właścicielem restauracji a graczami. Dolary te przestały istnieć jako pieniądze – zostały zastąpione żetonami do gry w pokera.

Mała dygresja: wiesz dlaczego w kasynach gra się żetonami zamiast pieniędzmi? Ponieważ człowiek szybciej godzi się ze stratą żetonu, niż pieniędzy.

Nie możemy oddawać, pożyczać, czy wydawać depozytu i równocześnie uważać, że żetony są cokolwiek warte.

Wracając do bankowości, to wiedz, że gdy kupiec deponował monety w skarbcu złotnika, otrzymywał kwit depozytowy, który upoważniał go do odbioru tych monet. Certyfikaty depozytowe zastępowały coraz częściej nieporęczne monety, ale właściciel takiego kwitu mógł zawsze zwrócić się do złotnika o wydanie monet. Dlatego certyfikaty zaczęły być w obiegu na równi z pieniędzmi.

Bankierzy nie mieli prawa pożyczać monet, których siła nabywcza i wartość zostały przypisane wydanym certyfikatom.

Kwadratura koła

Większość z kredytobiorców również wolała posługiwać się poręcznymi certyfikatami, więc gdy tylko bankier wypłacał im kredyt w postaci monet, zamieniali je na papierowy kwit, a monety … oddawali bankierowi. Każdy wolał posługiwać się komfortowym kwitem, niż ciężkimi złotymi monetami. W ten sposób bank mógł pożyczyć te same pieniądze od kilku do kilkuset razy!!

Praktycznie jest to niemożliwe, aby zjeść ciastko a jednocześnie obdarować nim kilkaset osób. Papier jednak wszystko przyjmie – w tym przykładzie chodzi o kwit depozytowy. Kredytobiorca widząc skarbiec wypchany złotem wierzył, że bankier ma pieniądze – wierzył, iż wystawiony kwit depozytowy jest warty tyle, ile wartość złota zgromadzona w skarbcu odpowiadająca kwitowi. Depozytariusze, widząc złoto w skarbcu, również chętnie dodawali bankierowi swoją część monet. A bankier, cóż – w jednej chwili zamieniał wartość złota w dług, który sprzedawał o wiele większej liczbie osób, niż etycznie i zdroworozsądkowo mógł. Dlaczego? Ponieważ zysk z odsetek był ogromny i kto raz spróbował tych sztuczek, nie mógł się opanować.

Jakich sztuczek, zapytasz? Wystawiania kawałka papieru w sensie potwierdzenia praw do złota, którego de facto nie było. Jak nie było, jak było, powiesz. No bo w skarbcu cały czas było złoto.

Sprawy się komplikują

Pierwotnym depozytariuszom wydano kwity na wszystkie znajdujące się w banku monety. Jednak banki udzieliły teraz pożyczek w wysokości 85% swoich depozytów i na taką sumę wydały kwity pożyczkobiorcom. Te kwity stanowiły dodatkową ilość w stosunku do oryginalnych kwitów. Nagle zrobiło się o 85% więcej pieniędzy, niż monet. To się nazywa kreowanie pieniądze przez bankierów i wpuszczenie go w obieg przez kredytobiorców. Fałszywe kwity sztucznie zwiększyły podaż pieniądza. Tym samym pokrycie kwitów depozytowych w metalach szlachetnych spadło ze 100% do zaledwie 54% (100 jednostek złota : 185 certyfikatów = 0,54).

Stało się coś strasznego, jednak nikt tego jakby nie zauważył: kupcy przyjmowali certyfikaty po tej samej wartości, na jaką zostały wydane, pomimo, iż certyfikatów było o 85% więcej, niż zdeponowanego złota.

Jak to może prościej wytłumaczyć?

Wyobraź sobie, że jesteś posiadaczem mieszkania w dużym mieście w dobrej lokalizacji. Chcesz je sprzedać. Wystawiasz ofertę na rynek w atrakcyjnej cenie. Zgłasza się wielu zainteresowanych – powiedzmy 10-ciu. Okazujesz każdemu z nich dokument potwierdzający prawo do tego mieszkania – np. akt notarialny nabycia. Z każdym kupującym umawiasz się u innego notariusza na inną godzinę, ale w tym samym dniu. W sumie w jeden dzień masz 10 umów sprzedaży. Reasumując sprzedałeś mieszkanie kilka razy w ciągu dnia zupełnie innym osobom. Za każdym razem nabywca zapłacił Ci za nie 100 tys. W 1 dzień zgarniasz za 1 mieszkanie 1 mln. Mieszkanie jest warte 100 tys, a Ty sprzedałeś je 10 razy i za każdym razem innym ludziom.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, gdy na następny dzień ci wszyscy nabywcy spotkają się w tym mieszkaniu i każdy z nich uważa, że jest jego jedynym właścicielem? 🙂

Należy zadać 2 zasadnicze pytania:

  1. Kto tu kogo oszukał?
  2. Kto poniesie odpowiedzialność?

W opisanym przypadku oszustem jest osoba sprzedająca mieszkanie, ponieważ gdy raz je sprzedała, to utraciła do niego prawo, które przeszło na pierwszego nabywcę. W umowie sprzedaży notariusz wpisuje regułę z art. 777 kpc, czyli poddanie się egzekucji – jako zabezpieczenie roszczeń przyszłego nabywcy. Z tego też artykułu sprzedający byłby ścigany.

Znowu mała dygresja: opisana historia jest możliwa do przeprowadzenia. Jedynym właścicielem mieszkania staje się osoba, którą jako pierwszą wpisze sąd do księgi wieczystej – czyli ta, która jako pierwsza dostarczy prawidłowy wniosek o zmianę prawa własności. Nie musi to być w cale pierwszy nabywca!

PS  O nieruchomościach dowiesz się więcej polubiwszy tę stronę: facebook.com/ezhomepl

A jak to jest w przypadku banków?

Czy depozytariusze wiedzą, że ich potwierdzenia są nie a’vista – czyli faktycznie nie są wypłacalne na każde żądanie? Czy kredytobiorcy wiedzą, że nie ma w skarbcu złota, a biorąc kredyt de facto kupują dług na papierze, który muszą spłacać pieniędzmi? A może to wina systemu? No właśnie; kto dziś obwinia banki?

Niestety nigdy nie wyjaśniono żadnego z niedoborów. Bankierzy zdecydowali, że zachowają swoją tajemnicę i nie będą mówić o tym głośno, aby społeczeństwo nie poznało prawdy. Zresztą depozytariusze nigdy też szczególnie nie pytali jak to możliwe, że banki mogą pożyczać ich pieniądze i w dalszym ciągu zobowiązywać się wypłacać je na każde żądanie?

Bankierzy zaś przybrali pozy powagi, stabilności i odpowiedzialności; ubierali się i zachowywali poważnie a nawet surowo; stawiali wielkie gmachy przypominające budynki rządowe czy świątynie, a wszystko to, aby podtrzymać pozory, że są w stanie, zgodnie z umową, wypłacić pieniądze na żądanie.

Filmowa wersja kreacji pieniądza

Kreacja pieniądza

Kwity depozytowe stały się tym, co można określić jako pieniądz cząstkowy, natomiast system, który pozwalał je tworzyć nazywa się systemem rezerw cząstkowych.

Na dziś kończymy edukację. Później opowiemy sobie o tym, czy bank może zbankrutować, … ale to w kolejnych odcinkach, więc radzę zapisać się na listę

Polub również stronę na facebook’u – po prawej lub poniżej – i dołącz do prawie tysiąca osób, które chcą się edukować finansowo.Polub na FaceBook

Zapraszam do komentowania …

Dodaj komentarz